Szukamy recepty (2) – Woda, bezcenny dar

Szukamy recepty (2) – Woda, bezcenny dar

W nawiązaniu do artykułu „Beczka, staw, bajorko, retencja” otrzymaliśmy pismo samorządowca – Artura Dąbrowskiego, przewodniczącego Rady Miejskiej w Brodnicy, Mariana Tomonia, dyrektora Brodnickiego Parku Krajobrazowego oraz Piotra Boińskiego, starosty brodnickiego.

Artykuł przeczytałem oczywiście, istotnie, bardzo ciekawy – pisze Artur Dombrowski – cóż, nie jestem specjalistą w sprawach klimatu, suszy, więc mogę jedynie jako samorządowiec przedstawić swoje spostrzeżenia.

Zgadzam się, że ostatnie lata, nie tylko te za rządów PiS, zostały zmarnowane. Nie powstały zbiorniki retencyjne, nie uregulowano wielu rzek mimo powodzi, które coraz częściej nas nawiedzają, brakuje akcji edukacyjnych dla ludzi, nowych nawyków dotyczących wykorzystywania wody. Jeśli chodzi o zbiorniki retencyjne to uważam, że powinien powstać plan dla poszczególnych regionów, oczywiście z pomocą państwa, środków unijnych. Samorządy same nie są w stanie pokryć wszystkich kosztów, ale i należy mieć jakiś szerszy plan, strategię dotyczącą kolejności inwestycji, miejsc, w których powinny powstać itd.

Niewątpliwie zbiorniki retencyjne są na dzisiaj jednym z lepszych pomysłów, niestety bardzo kosztownym. Dotyczy to również regulacji rzek, za które odpowiadają Wody Polskie i samorządy same w tym zakresie mają związane ręce. To są działania, których termin realizacji jest na wczoraj. Kolejną poruszoną kwestią jest propozycja tworzenia akwenów  np. na terenie parków. Zgadzam się, ale jeśli będzie coraz mniej opadów to i te stawy będą wysychać. Myślę, że powinniśmy pogodzić się z tym, że woda może za jakiś czas być „towarem” deficytowym, dlatego już chyba czas na zmianę naszych przyzwyczajeń i nawyków.

Zbieranie wody deszczowej np. do podlewania roślinności już się dzieje choć jeszcze w niewielkim stopniu. Uważam, że dużą rolę może odegrać korzystanie z wody w rozsądny sposób. Mam tu na myśli codzienne czynności, które wykonujemy. Często sami „łapiemy się” na tym, że woda leci nam z kranu bez powodu. Kiedy myjemy zęby odkręcamy wodę, która leci nie wiadomo po co, a przecież gdyby wykorzystać ją tylko do płukania ust zużylibyśmy jej o połowę mniej. Zamiast myć naczynia pod bieżącą wodą (nie wszyscy mają zmywarki) można to zrobić w mniejszej ilości wody stojącej. Na pierwszy rzut oka wydaje się niewiele, ale gdyby przyjąć, że każdy z nas dziennie zaoszczędzi litr wody to w Brodnicy co miesiąc zaoszczędzamy około 750 000 litrów wody. Niby niedużo, ale od czegoś trzeba zacząć.

                                                                                                                 Artur Dombrowski

                                                                 *

Zgodnie z Zarządzeniem Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego z 27 lipca 1961r uznano rzekę Drwęcę za rezerwat przyrody na całej jej długości łącznie z niektórymi dopływami – pisze dr inż. Marian Tomoń. –  W naszej okolicy jest to Rypienica na długości 16 km od ujścia do miejscowości Strzygi, idąc w górę rzeki. Uwzględniając zapisy zawarte w Zarządzeniu, nie wolno dokonywać żadnych zmian w obrębie rezerwatu. Ponadto Dolina Drwęcy to część ogólnoeuropejskiej sieci obszarów chronionych Natura 2000. Nie wolno na tym obszarze dokonywać żadnych przedsięwzięć mogących  pogorszyć stan środowiska. Do takich można zaliczyć potencjalne  budowle piętrzące w rezerwacie Rzeka Drwęca. Należy pamiętać, że każda budowla piętrząca na rzece skutecznie hamuje migrację ryb i nie rozwiążą tu problemu przepławki, które nigdy nie są w pełni efektywne.

Moim zdaniem, aby zatrzymać wodę wystarczy zachować w niezmienionym stanie dolinę Drwęcy, która jest naturalnym i bardzo efektywnym zbiornikiem retencyjnym, zatrzymującym nadmiar wiosennych wód roztopowych (oczywiście, jeżeli są śnieżne zimy). Dodatkowo torfowiska w dolinie rzeki to ogromna „gąbka” pochłaniająca nadmiar wody i uwalniająca jej część. Dlatego niedopuszczalne jest likwidowanie starorzeczy i oczek wodnych. Wypełnią się one kiedy będzie nadmiar wody i oddadzą ją przez podsiąkanie kiedy będzie jej brakowało.

Ogromną szkodę wyrządzają melioracje odwadniające i regulacje małych lokalnych cieków, w ten sposób przyspieszamy odpływ wody z danego obszaru i potęgujemy efekt suszy. Bardzo niebezpieczne z przyrodniczego punktu widzenia jest deszczowanie pól z wykorzystaniem lokalnych zasobów wód podpowierzchniowych. W naszym kraju praktycznie nikt tego nie kontroluje, a prowadzi to w efekcie do stepowienia dużych obszarów, zanikania jezior i innych zbiorników wodnych. Niezwykle ważne dla ekosystemów rolniczych są śródpolne oczka wodne. Stanowią one ważny rezerwuar wody dla otaczających je pól uprawnych. Często rolnicy, aby lepiej wykorzystać wielkogabarytowe maszyny, likwidują oczka, obniżając w ten sposób poziom wód gruntowych i uniemożliwiając zatrzymywanie wód roztopowych.

Wymienione przeze mnie niektóre sposoby zatrzymywania wody nie wymagają inwestycji a tylko rozsądnego podejścia. Warto dodać, że odpowiednie zasoby wodne są podstawowym warunkiem zachowania w możliwie niezmienionym stanie siedlisk przyrodniczych w naszym regionie. Jesteśmy to winni przyszłym pokoleniom.

                                                                                                                               Marian Tomoń

                                                                       *

– Stare przysłowie mówi: „Mądry Polak po szkodzie”. Czy musimy to ćwiczyć permanentnie? – pyta Piotr Boiński, starosta brodnicki.  – Od wielu lat miotamy się: jest powódź, walczymy z powodzią; jest susza, walczymy z suszą. I trwamy w tym stanie. Dobiliśmy do takiego momentu, że wszelkie działania są już spóźnione. Możemy tylko doraźnie ratować sytuację. I to widać wyraźnie także na terenie naszego powiatu.

Biorę czasami zdjęcia zrobione przed kilku laty i nie mogę dziś miejsc na nich przedstawionych poznać. Tam, gdzie były śródpolne oczka, którym towarzyszył śpiew ptaków – dziś są wielkoobszarowe pola, rzepak i kukurydza. Tam, gdzie stały świerki, rośnie sosna, czasami brzoza, ale i one też z czasem wypadną z krajobrazu. Gdzie w marcu czy kwietniu były wypełnione wodą rowy, rośnie rachityczna trzcina. Wyprowadziły się tak typowe dla rozlewisk Drwęcy ptaki, a pojawiły się inne, których u nas nie było. Wszędzie pełno plastiku i innego świństwa. I to boli.

W tym temacie nie ma polityki. Potrzebny jest realizowany metodycznie i z uporem program. Trzeba jednak zacząć od prawa, gdyż na przykład postawienie w dzisiejszych czasach zastawki wymaga takich samych pozwoleń, dokumentacji, jak budowa tamy. Wydanie zezwolenia wodnoprawnego przez Wody Polskie ciągnie się miesiącami. Brak jest jasnych procedur dotyczących budowy zbiorników napełnionych wodami roztopowymi lub opadowymi. Prawo wodne nie wzmacnia w żaden sposób roli spółek wodnych itd., itd…

Prawo budowlane nie uwzględnia „łapania wody” w rozliczeniu inwestycji. W tej dziedzinie potrzebne są szybkie działania, a też i żelazna konsekwencja. Pieniądz jest ważny, ale jego strumień musi być zorientowany w odpowiednich kierunkach. Małe inwestycje wodne powinny mieć priorytet przy minimalnym wkładzie własnym. Liczę na środki unijne, ale bez zbyt rozbudowanych i rozdmuchanych procedur, zniechęcających do realizacji. Dużą rolę pomocniczą mają tu do spełnienia samorządy. Potrzebna jest też nieustanna edukacja. Brawa należą się za takie działania, jakie prowadzą brodniccy mali Recyklersi. Wdrożenie nawyku oszczędzania wody należy prowadzić już od najmłodszych lat. Ale i też trzeba zaczynać od siebie.

Obserwuję kilka pozytywnych zjawisk w najbliższym otoczeniu. Zaczynamy łapać deszczówkę, co obniża koszty wody do podlewania ogrodów. Powoli przestajemy zabudowywać do końca posesje kostką. Sadzimy rośliny utrzymujące wodę. Sam też zbudowałem zbiornik na deszczówkę. Przekonałem się, że to się opłaca, podobnie jak i moi sąsiedzi.

Po długim okresie kwietniowej suszy, przy pierwszych majowych porządnych deszczach sąsiad pozdrowił mnie słowami: „Złoto nam leci z nieba” . I nic tutaj dodać, i nic ująć.

Z poważaniem

Piotr Boiński

Starosta Brodnicki

woda - dar