Informacje prasowe

15 lip Przyłącze

Awarie wodociągowe zdarzają się, służby dyżurne reagują natychmiast. Działają według określonej procedury, tu nie ma miejsca na improwizacje i spontaniczność. Reguły są jasne.

Ostatnio dyżurna ekipa brodnickich „Wodociągów” zajechała na plac parkingowy w okolicy supermarketu „Marek” na ul. Ceglanej. Zdiagnozowano, że awarii uległo przyłącze. No cóż, zdarza się. A więc do roboty!

 

Tekst i fot. (wind)

 

Read More

30 cze SZUKAMY RECEPTY (3) Woda, bezcenny dar

W nawiązaniu do artykułu „Beczka, staw, bajorko, retencja” otrzymaliśmy pismo z Urzędu Marszałkowskiego od wicemarszałka kujawsko-pomorskiego Zbigniewa Sosnowskiego. Autor rozbudowuje temat, kontynuuje też myśli zwarte w poprzednich artykułach.

Mając na uwadze ochronę zasobów wodnych, Departament Rolnictwa i Geodezji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego, wspiera finansowo:

Zadania z zakresu budowy i renowacji zbiorników wodnych służących małej retencji o powierzchni od 0,10 ha do 1 ha. Dofinansowanie tych działań odbywa się na podstawie uchwały Zarządu Województwa Kujawsko-Pomorskiego Nr 47/2190/19 w sprawie regulaminu naboru i rozpatrywania wniosków dotyczących realizacji zadań określonych w ustawie o ochronie gruntów rolnych i leśnych oraz zasad rozliczania zadań współfinansowanych ze środków budżetu Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

Wnioski o dofinansowanie powyższych zadań mogą składać gminy, powiaty lub właściciele gospodarstw rolnych z terenu naszego województwa zainteresowani budową lub renowacją zbiorników wodnych służących małej retencji. Dotacja w ramach tego działania wynosi 50.000,00 zł. do hektara zbiornika wodnego.

Zadania z zakresu utrzymania urządzeń melioracji szczegółowych. Wnioski o udzielenie dotacji celowych na wykonywanie zadań publicznych w zakresie utrzymania wód i urządzeń wodnych składać mogą spółki wodne z terenu województwa kujawsko-pomorskiego. Dotacja w ramach tego działania uzależniona jest od wkładu własnego wnioskodawcy i stopnia ściągalności składek od członków spółki wodnej w roku poprzedzającym dotowane zadanie. Z terenu powiatu brodnickiego nie wpłynął żaden wniosek o wsparcie budowy i renowacji zbiorników wodnych służących małej retencji jak i o wsparcie dla spółek wodnych w zakresie utrzymania urządzeń melioracji szczegółowych.

Problemem suszy i ochroną przed jej skutkami to tematy, którymi zajęła się również Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W ramach działania „ Modernizacja gospodarstw rolnych” z PROW 2014-2020 rolnicy posiadający gospodarstwo o powierzchni minimalnej 1 ha i nie większego niż 300 ha mogą ubiegać się o wsparcie finansowe na inwestycje do nawadniania upraw. Pomoc finansowa na jednego beneficjenta i jedno gospodarstwo wynosi maksymalnie 100 tysięcy zł. Możliwość składania wniosków o dofinansowanie do ARiMR została przedłużona do dnia20 lipca 2020 r. Należy też zwrócić uwagę, iż wraz ze zmianą ustawy Prawo Wodne od 2018 roku samorząd województwa utracił kompetencje w zakresie gospodarki wodnej, a wiodącym podmiotem w tej dziedzinie jest Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. W takim stanie prawnym i finansowym działania samorządu wojewódzkiego mogą mieć jedynie charakter lokalnych inicjatyw z uwzględnieniem ograniczeń prawnych i budżetowych.

Wicemarszałek woj. kujawsko-pomorskiego

ZBIGNIEW SOSNOWSKI

Read More

08 cze Potrzebujemy zmiany paradygmatu w gospodarce wodnej

Rozmowa z Piotrem Całbeckim, marszałkiem  województwa kujawsko-pomorskiego

– Dlaczego temat ramowej dyrektywy wodnej jest ważny dla UE i jej regionów i miast? Jak ocenia Pan jej wdrożenie po 20 latach od jej wejścia w życie i jakie wnioski możemy z tego okresu wyciągnąć?

 

– Ramowa dyrektywa wodna miała i ma bardzo pozytywny wpływ nie tylko na stan ekologiczny wód słodkich i przybrzeżnych ekosystemów w Europie, ale również na świadomość ekologiczną naszego społeczeństwa. Jednak po 20 latach jej stosowania pojawiły się nowe wyzwania oraz nowe rozwiązania. Jednym z takich nowych wyzwań są nasilające się zjawiska globalnego ocieplenia. Stąd pilna potrzeba wdrożenia Europejskiego Zielonego Ładu oraz nowej strategii na rzecz pobudzenia gospodarki o obiegu zamkniętym i biogospodarki. Po pierwsze, potrzebujemy rozwiązań systemowych, począwszy od zintegrowania ramowej dyrektywy wodnej i dyrektywy powodziowej, które pozwolą nam przekształcić zagrożenia związane z suszami w szanse na podjęcie nowych działań. Ponadto musimy rozpowszechniać innowacyjne rozwiązania i wykorzystywać możliwości oferowane przez ekohydrologię i rozwiązania oparte na zasobach przyrody. Są to skuteczne narzędzia, zwłaszcza w zakresie łagodzenia skutków pośrednich, takich jak zanieczyszczenia ze źródeł rozproszonych z rolnictwa i obszarów zurbanizowanych, które generują około 50% zanieczyszczeń w niektórych zlewniach.

 

– Niedobór wody i susze to także coraz większy problem w Polsce. Jak ważne jest zaangażowanie władz lokalnych i regionalnych w gospodarkę wodną?

 

– Województwo kujawsko-pomorskie jest jednym z najbardziej zróżnicowanych regionów Polski, jeśli chodzi o zasoby wodne. I rzeczywiście stoimy przed problemami, które musimy pilnie rozwiązać. Z powodu suszy w ostatnich latach poziom wody w Wiśle znacząco się obniżył. W południowej części naszego regionu grunty, na których uprawia się intensywne rolnictwo, były narażone na niedobór wody, co spowodowało erozję gleby, zanieczyszczenie jezior i rzek ze źródeł rozproszonych oraz długotrwały spadek zrównoważoności. Tymczasem w północnej części regionu rozległe obszary lasów naturalnych i jezior stanowią raj dla różnorodności biologicznej. Jako szef regionu z dyplomem w dziedzinie rekultywacji jezior dobrze wiem, że władze lokalne i regionalne mają kluczowe znaczenie dla gospodarki wodnej. To na tym szczeblu można najlepiej określić konkretne wyzwania każdej z gmin i jej społeczności i właśnie władze lokalne i regionalne potrafią opracować działania dostosowane do szczególnej specyfiki danego obszaru.

 

– Zmiana klimatu i pandemia COVID-19 mają ogromny wpływ na zasoby wodne oraz usługi i dostawy w Europie i na całym świecie. Jak zapewnić wszystkim dostęp do czystej, dobrej jakości wody?

 

– Musimy zmienić nasze postrzeganie interakcji z przyrodą. Musimy odejść od obecnego mechanistycznego podejścia, które polega na tym, że ślepo i bez umiaru zużywamy zasoby naturalne, choćby poprzez ciągłe zaśmiecanie środowiska odpadami i zanieczyszczeniami. Musimy przejść do podejścia ekosystemowego, które zakłada, że wykorzystywanie zasobów naturalnych, a w szczególności wody, odbywa się w ramach obiegu zamkniętego. Zrównoważone zarządzanie zasobami wodnymi nie jest możliwe bez odpowiedzialnego i włączającego procesu decyzyjnego, który zapewnia wszystkim dostęp do czystej wody.

 

– Pana opinia wniesie też wkład w prace nad Planem działania na rzecz eliminacji zanieczyszczeń wody, powietrza i gleby, który Komisja przedstawi w przyszłym roku. Jaki jest Pana najważniejszy przekaz w tym kontekście?

 

– Musimy zmienić nasze relacje z przyrodą i w związku z tym opracowywać polityki przyjazne środowisku. Żyjemy w epoce antropocenu, kiedy działalność człowieka ma dominujący wpływ na klimat i środowisko. To oznacza, że każdy z nas musi zacząć podejmować odpowiedzialne decyzje. Czy dalej będziemy niszczyć przyrodę i podcinać gałąź, na której rozwija się nasza cywilizacja, czy też nauczymy się zarządzać zasobami w sposób zrównoważony? Przed nami ogromna szansa na przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym z poszanowaniem środowiska, zrównoważoną konsumpcją wody i innych kluczowych zasobów. Zasadniczym elementem tej zmiany ma być właśnie Plan działania na rzecz eliminacji zanieczyszczeń wody, powietrza i gleby.

 

– Pana opinia dotyczy wyzwań związanych z powodziami, zanieczyszczeniem wody i wpływem działalności człowieka na środowisko. Jakich instrumentów potrzebują władze lokalne i regionalne, aby sprostać tym wyzwaniom?

 

– Wpływ działalności człowieka na środowisko, a zwłaszcza na zasoby wodne, wywołuje efekt kumulacyjny i tworzy niebezpieczną spiralę. Potrzebny jest nowy paradygmat oparty na dowodach naukowych, który pomoże władzom lokalnym i regionalnym w podejmowaniu najlepszych decyzji politycznych. W tym celu ważna jest stała współpraca decydentów na szczeblu lokalnym i regionalnym oraz naukowców. My, dla przykładu, z dumą wspominamy naszą współpracę z profesorem Maciejem Zalewskim, dyrektorem Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii Międzynarodowego Instytutu PAN, skoncentrowaną na analizie interakcji między wodą i systemami ekologicznymi.

 

Oprócz tego potrzebujemy dodatkowych instrumentów poprawy edukacji na temat zrównoważonego rozwoju, podnoszenia świadomości w naszych społecznościach oraz rozwoju wiedzy i wartości, które prowadzą do bardziej zrównoważonych modeli życia. Świat cyfrowy stwarza ogromne możliwości bezpośredniego zaangażowania obywateli w te działania. Dobrym przykładem jest aplikacja mobilna opracowana niedawno w ramach projektu AMBER (Adaptive Management of Barriers in European Rivers), ponieważ obejmuje ona również program edukacji obywatelskiej, który ma angażować administrację, organizacje pozarządowe i społeczeństwo w gromadzenie i rozpowszechnianie danych. Obecnie Europejski Zielony Ład oferuje nowe możliwości, ponieważ zapewnia spójną wizję partą na solidnych ramach interdyscyplinarnych. Dzięki temu z optymizmem patrzę w przyszłość.

 

Rozmowa UM

Fot. Łukasz Piecyk

 

piotr

Read More

08 cze Szukamy recepty (2) – Woda, bezcenny dar

W nawiązaniu do artykułu „Beczka, staw, bajorko, retencja” otrzymaliśmy pismo samorządowca – Artura Dąbrowskiego, przewodniczącego Rady Miejskiej w Brodnicy, Mariana Tomonia, dyrektora Brodnickiego Parku Krajobrazowego oraz Piotra Boińskiego, starosty brodnickiego.

Artykuł przeczytałem oczywiście, istotnie, bardzo ciekawy – pisze Artur Dombrowski – cóż, nie jestem specjalistą w sprawach klimatu, suszy, więc mogę jedynie jako samorządowiec przedstawić swoje spostrzeżenia.

Zgadzam się, że ostatnie lata, nie tylko te za rządów PiS, zostały zmarnowane. Nie powstały zbiorniki retencyjne, nie uregulowano wielu rzek mimo powodzi, które coraz częściej nas nawiedzają, brakuje akcji edukacyjnych dla ludzi, nowych nawyków dotyczących wykorzystywania wody. Jeśli chodzi o zbiorniki retencyjne to uważam, że powinien powstać plan dla poszczególnych regionów, oczywiście z pomocą państwa, środków unijnych. Samorządy same nie są w stanie pokryć wszystkich kosztów, ale i należy mieć jakiś szerszy plan, strategię dotyczącą kolejności inwestycji, miejsc, w których powinny powstać itd.

Niewątpliwie zbiorniki retencyjne są na dzisiaj jednym z lepszych pomysłów, niestety bardzo kosztownym. Dotyczy to również regulacji rzek, za które odpowiadają Wody Polskie i samorządy same w tym zakresie mają związane ręce. To są działania, których termin realizacji jest na wczoraj. Kolejną poruszoną kwestią jest propozycja tworzenia akwenów  np. na terenie parków. Zgadzam się, ale jeśli będzie coraz mniej opadów to i te stawy będą wysychać. Myślę, że powinniśmy pogodzić się z tym, że woda może za jakiś czas być „towarem” deficytowym, dlatego już chyba czas na zmianę naszych przyzwyczajeń i nawyków.

Zbieranie wody deszczowej np. do podlewania roślinności już się dzieje choć jeszcze w niewielkim stopniu. Uważam, że dużą rolę może odegrać korzystanie z wody w rozsądny sposób. Mam tu na myśli codzienne czynności, które wykonujemy. Często sami „łapiemy się” na tym, że woda leci nam z kranu bez powodu. Kiedy myjemy zęby odkręcamy wodę, która leci nie wiadomo po co, a przecież gdyby wykorzystać ją tylko do płukania ust zużylibyśmy jej o połowę mniej. Zamiast myć naczynia pod bieżącą wodą (nie wszyscy mają zmywarki) można to zrobić w mniejszej ilości wody stojącej. Na pierwszy rzut oka wydaje się niewiele, ale gdyby przyjąć, że każdy z nas dziennie zaoszczędzi litr wody to w Brodnicy co miesiąc zaoszczędzamy około 750 000 litrów wody. Niby niedużo, ale od czegoś trzeba zacząć.

                                                                                                                 Artur Dombrowski

                                                                 *

Zgodnie z Zarządzeniem Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego z 27 lipca 1961r uznano rzekę Drwęcę za rezerwat przyrody na całej jej długości łącznie z niektórymi dopływami – pisze dr inż. Marian Tomoń. –  W naszej okolicy jest to Rypienica na długości 16 km od ujścia do miejscowości Strzygi, idąc w górę rzeki. Uwzględniając zapisy zawarte w Zarządzeniu, nie wolno dokonywać żadnych zmian w obrębie rezerwatu. Ponadto Dolina Drwęcy to część ogólnoeuropejskiej sieci obszarów chronionych Natura 2000. Nie wolno na tym obszarze dokonywać żadnych przedsięwzięć mogących  pogorszyć stan środowiska. Do takich można zaliczyć potencjalne  budowle piętrzące w rezerwacie Rzeka Drwęca. Należy pamiętać, że każda budowla piętrząca na rzece skutecznie hamuje migrację ryb i nie rozwiążą tu problemu przepławki, które nigdy nie są w pełni efektywne.

Moim zdaniem, aby zatrzymać wodę wystarczy zachować w niezmienionym stanie dolinę Drwęcy, która jest naturalnym i bardzo efektywnym zbiornikiem retencyjnym, zatrzymującym nadmiar wiosennych wód roztopowych (oczywiście, jeżeli są śnieżne zimy). Dodatkowo torfowiska w dolinie rzeki to ogromna „gąbka” pochłaniająca nadmiar wody i uwalniająca jej część. Dlatego niedopuszczalne jest likwidowanie starorzeczy i oczek wodnych. Wypełnią się one kiedy będzie nadmiar wody i oddadzą ją przez podsiąkanie kiedy będzie jej brakowało.

Ogromną szkodę wyrządzają melioracje odwadniające i regulacje małych lokalnych cieków, w ten sposób przyspieszamy odpływ wody z danego obszaru i potęgujemy efekt suszy. Bardzo niebezpieczne z przyrodniczego punktu widzenia jest deszczowanie pól z wykorzystaniem lokalnych zasobów wód podpowierzchniowych. W naszym kraju praktycznie nikt tego nie kontroluje, a prowadzi to w efekcie do stepowienia dużych obszarów, zanikania jezior i innych zbiorników wodnych. Niezwykle ważne dla ekosystemów rolniczych są śródpolne oczka wodne. Stanowią one ważny rezerwuar wody dla otaczających je pól uprawnych. Często rolnicy, aby lepiej wykorzystać wielkogabarytowe maszyny, likwidują oczka, obniżając w ten sposób poziom wód gruntowych i uniemożliwiając zatrzymywanie wód roztopowych.

Wymienione przeze mnie niektóre sposoby zatrzymywania wody nie wymagają inwestycji a tylko rozsądnego podejścia. Warto dodać, że odpowiednie zasoby wodne są podstawowym warunkiem zachowania w możliwie niezmienionym stanie siedlisk przyrodniczych w naszym regionie. Jesteśmy to winni przyszłym pokoleniom.

                                                                                                                               Marian Tomoń

                                                                       *

– Stare przysłowie mówi: „Mądry Polak po szkodzie”. Czy musimy to ćwiczyć permanentnie? – pyta Piotr Boiński, starosta brodnicki.  – Od wielu lat miotamy się: jest powódź, walczymy z powodzią; jest susza, walczymy z suszą. I trwamy w tym stanie. Dobiliśmy do takiego momentu, że wszelkie działania są już spóźnione. Możemy tylko doraźnie ratować sytuację. I to widać wyraźnie także na terenie naszego powiatu.

Biorę czasami zdjęcia zrobione przed kilku laty i nie mogę dziś miejsc na nich przedstawionych poznać. Tam, gdzie były śródpolne oczka, którym towarzyszył śpiew ptaków – dziś są wielkoobszarowe pola, rzepak i kukurydza. Tam, gdzie stały świerki, rośnie sosna, czasami brzoza, ale i one też z czasem wypadną z krajobrazu. Gdzie w marcu czy kwietniu były wypełnione wodą rowy, rośnie rachityczna trzcina. Wyprowadziły się tak typowe dla rozlewisk Drwęcy ptaki, a pojawiły się inne, których u nas nie było. Wszędzie pełno plastiku i innego świństwa. I to boli.

W tym temacie nie ma polityki. Potrzebny jest realizowany metodycznie i z uporem program. Trzeba jednak zacząć od prawa, gdyż na przykład postawienie w dzisiejszych czasach zastawki wymaga takich samych pozwoleń, dokumentacji, jak budowa tamy. Wydanie zezwolenia wodnoprawnego przez Wody Polskie ciągnie się miesiącami. Brak jest jasnych procedur dotyczących budowy zbiorników napełnionych wodami roztopowymi lub opadowymi. Prawo wodne nie wzmacnia w żaden sposób roli spółek wodnych itd., itd…

Prawo budowlane nie uwzględnia „łapania wody” w rozliczeniu inwestycji. W tej dziedzinie potrzebne są szybkie działania, a też i żelazna konsekwencja. Pieniądz jest ważny, ale jego strumień musi być zorientowany w odpowiednich kierunkach. Małe inwestycje wodne powinny mieć priorytet przy minimalnym wkładzie własnym. Liczę na środki unijne, ale bez zbyt rozbudowanych i rozdmuchanych procedur, zniechęcających do realizacji. Dużą rolę pomocniczą mają tu do spełnienia samorządy. Potrzebna jest też nieustanna edukacja. Brawa należą się za takie działania, jakie prowadzą brodniccy mali Recyklersi. Wdrożenie nawyku oszczędzania wody należy prowadzić już od najmłodszych lat. Ale i też trzeba zaczynać od siebie.

Obserwuję kilka pozytywnych zjawisk w najbliższym otoczeniu. Zaczynamy łapać deszczówkę, co obniża koszty wody do podlewania ogrodów. Powoli przestajemy zabudowywać do końca posesje kostką. Sadzimy rośliny utrzymujące wodę. Sam też zbudowałem zbiornik na deszczówkę. Przekonałem się, że to się opłaca, podobnie jak i moi sąsiedzi.

Po długim okresie kwietniowej suszy, przy pierwszych majowych porządnych deszczach sąsiad pozdrowił mnie słowami: „Złoto nam leci z nieba” . I nic tutaj dodać, i nic ująć.

Z poważaniem

Piotr Boiński

Starosta Brodnicki

woda - dar

Read More

16 maj Szukamy recepty. Beczka, staw, bajorko, retencja

Czytamy i słuchamy – sporo ważnych informacji na temat klimatu, suszy, wyobraźnia nasza produkuje katastroficzne obrazy. Wizje niepokoją, budzą strach a myśli rozedrgane koncentrują się na najgorszych efektach.

 

Podejmując ten temat nie chcemy wprowadzać ani elementów paniki, ani bezradności. Trzeba jasno powiedzieć, że tak być nie musi, ale to tylko puste słowa. Rzadko słychać pozytywne wskazania, rzadko padają propozycje co robić i zaraz zastrzeżenie – w tonie rezygnacji – że to trudne, niemożliwe, że samemu nic się nie poradzi. To prawda, ale już z sąsiadem, albo sąsiadami, można coś wykombinować. A gdyby rzucić pomysł na nieco szersze forum – zainteresować radnych, samorządowców – zapewne byłby to zysk dla całej, lokalnej społeczności. Inicjatywa samorządowa jest sprężyną wszelkich działań obywatelskich. A więc idźmy tą drogą.

Wiadomo, że susza

jest naturalną cechą klimatu, określaną jako zauważalny brak wody w środowisku, skutkujący szkodami w środowisku i gospodarce, stanowiącą uciążliwość a nawet zagrożenie dla ludności. Susza należy do grupy naturalnych zjawisk ekstremalnych. W wykładni prawa susza definiowana jest jako katastrofa naturalna (zdarzenie związane z działaniem sił natury), która może eskalować do klęski żywiołowej.

W gabinetach naukowców, instytutach badawczych, w uczelniach wyższych prowadzone są prace zarówno w kontekście lokalnym jak i krajowym oraz globalnym. Zostawmy naukowcom projekty z innej skali, innego poziomu. Nas interesuje to, co tu i teraz.

Skoro uznajemy, że woda to cenny dar, zbyt cenny, żeby tracić ją bez powodu, zastanówmy się żeby ten cenny dar z nieba nie spływał do rzeki, a rzeką do morza. I tu nie trzeba wielkiego wysiłku intelektualnego.

Beczka

pod rynną i mamy to co chcemy – do podlewania ogródka, do mycia włosów (deszczówka jest znakomita). Zrobił tak sąsiad, zrobię i ja. Ode mnie pomysł niech ściągnie ktoś inny, z odległej części miasta, ze wsi. Tu bardzo dobrze może zadziałać agencja JPP (Jakaś Pani Powiedziała).

Parki ożywione stawami,

niewielkimi bajorkami. Kiedyś, jako dobry przykład, stawiano za wzór Bydgoszcz, gdzie miejscowe parki – kaczki japońskie, łabędzie – miały swoje wodne atrakcje, ale nie o wizualne efekty chodzi. Stawy i bajorka to oznacza ziemię nasiąkniętą, zdrową i zdolną do rozwoju roślinności, do stworzenia i podtrzymania mikroklimatu.

Retencja

tam gdzie można, gdzie sami damy radę, ale też gdzie powinna być pomoc samorządowa, finansowanie, współfinansowanie. Potrafimy dziś zadbać o jasność i przejrzystość projektów korzystania z funduszy europejskich. Wiemy jak to robić. Fakt, że mamy w okolicy 101 jezior jeszcze niczego nie oznacza. Owszem, to działa na korzyść i krajobrazu, i gospodarki ekologicznej na obszarze zwanym Pojezierzem Brodnickim. Brakuje jednak pewnego systemu – staw tu i tam, może nie przy każdym gospodarstwie, ale temat wart podjęcia. Samorządowcy

z konkretnej gminy będą wiedzieli najlepiej gdzie tak, a gdzie nie. W tej inicjatywie mieści się także projekt spiętrzenia rzek, strumyczków, potoków, aby wodę zatrzymać na czas trudny, gdy – nie daj Boże – zagrozi susza.

Tu mała dygresja – w okresie międzywojennym, a nawet wcześniej, na Drwęcy, na całej jej długości, było ponad 30 stopni wodnych. Od Ostródy aż do Torunia. Z reguły stopnie wodne kojarzone były z młynem, pracą młynarza i pani młynarzowej. Czas minął, młyny zniknęły, pozostały wspomnienia – niektóre zapisane –  i legendy. Ale – skoro nie młyny, to są przecież inne ciekawe rozwiązania.

Wracając do teraźniejszości,

Szanowni Radni inicjatywa należy do Was. W pierwszej kolejności do radnych miejskich, bo tu do zrobienia jest najwięcej, następnie powiatowych, bo tu jest obowiązek statutowy, kolejno wojewódzkich, bo tam są na to pieniądze i wreszcie gminnych, bo gmina to mała

społeczność i dzięki temu najbardziej mobilna – wszystko można zrobić tylko trzeba chcieć i poczuwać się do obowiązku. Tu nie można już powiedzieć, że ta sprawa nas albo mnie nie dotyczy – otóż zapewniam,  że dotyczy tylko jeszcze o tym nie wiemy. To się już dzieje.

Bierzmy przykład z Holendrów – Mennonitów, którzy dokonali wielkich rzeczy szczególnie w dolnym biegu Wisły. Ale to już chyba temat do innej opowieści.

Z tą myślę pozostawiam zainteresowanych samorządowców z miast i gmin powiatu brodnickiego, widząc w nich rolę nie tylko doradczą, ale też twórczą, inspirującą i wykonawczą.

(wind)

 

recept 1

Read More

29 kwi Woda życia

Może tak się stać, że ta fraza ‘woda życia’ nie będzie li tylko poetycką metaforą, jakimś skrótem myślowym, ale faktem. Niestety, wszystko idzie w tym kierunku.

Dramatyczny wpływ ocieplenia klimatu na środowisko widoczny jest gołym okiem. Wysychające rzeki, pożary i niszczycielskie  huragany. Wiele państw podjęło próby zapobiegania niekorzystnym zmianom klimatycznym, ale czy zdołamy ocalić Ziemię?

Im bardziej świadome społeczeństwa, tym wyraźniej walczą o ochronę naszej planety. Wprowadzają ekologiczne źródła energii i ogrzewania, upowszechniają proekologiczne działania i sadzą tysiące drzew. To dziś konieczne zadania, ale ważniejsze jest by nawet pojedynczych drzew ani tym bardziej lasów i puszcz nie wycinać, a wodę zacząć oszczędzać na potęgę i to bez zbędnej zwłoki.

Ogromne pożary, które nękają świat od początku XXI wieku już poczyniły niewyobrażalne spustoszenie w przyrodzie. Na czele tej dramatycznej listy znajdują się  pożary w Kalifornii, które miały miejsce w latach 2003–2018. Z kolei w 2019 r. płonęły lasy Amazonii, ale największe pożary trapiły Australię na przełomie 2019 i 2020 r. Do tych smutnych statystyk dołączamy te,  które dzieją się u nas. Ostatni tragiczny bilans zamyka pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym.

Nie czekając aż ktoś za nas zdecyduje, wszyscy powinniśmy zacząć walkę o życie nasze i przyszłych pokoleń. Istotne jest to, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z wagi tego dramatu. Na portalach społecznościowych pojawiają się apele o dbałość o środowisko, a ostatnio, w obliczu suszy, nawołuje się do oszczędzania wody. To jest naszym najpilniejszym obowiązkiem.

Co może zrobić każdy z nas?

– oszczędnie korzystać z wody zarówno w kuchni, jak i w łazience

– zbierać wodę z płukania owoców i warzyw

– zbierać wodę pod prysznicem zanim zacznie lecieć ciepła woda

– do mycia zębów używać kubka, lub w trakcie zamykać kran

– kto może niech zbiera deszczówkę – jest świetna do podlewania ogródka, ale i do mycia.

Zaoszczędzoną wodą, także mieszkając w bloku,  można podlewać drzewka, krzewy, czy fragmenty trawnika.

Jest nas prawie 38 milionów Polaków, jeśli każdy dziennie zaoszczędzi chociaż litr wody, to robi się nam pokaźna ilość. Jedyna trudność, to obok pojemników na odpady, trzeba postawić dodatkowe naczynie na zbieranie wody, ale chyba nie mamy innego wyjścia. Trzeba pomagać naturze, a ona nam odpłaci w dwójnasób.

Każdy z nas znajdzie swój sposób jak wspierać naturę i dbać o środowisko. Jedni przestaną palić śmieciami, inni oszczędzać wodę. Nie wstydźmy się tego robić i zachęcajmy innych do proekologicznych działań.

Czyste powietrze i woda, to życie dla nas, dla zwierząt i roślin, to nie jest wytarty frazes.

Wiesława Kusztal

 

woddd

Read More

20 kwi Susza – kolejna plaga? Nowy dramat wisi w powietrzu

COVID-19 – dziś zmagamy się z tym zjawiskiem w skali ogólnoświatowej. Pandemia ma wymiar nie do opisania. Eksperci od klimatu uważają, iż to nie wszystko. W perspektywie susza!

Przyroda, którą pięknie można opisać, którą zachwycają się ludzie pióra, malarze, poeci, muzycy, jest inspirującą potęgą. Staramy się poznać i rozpoznać jej siły, a głównie dlatego, żeby z nią walczyć, spróbować ujarzmić. Gdy wydaje nam się, że potrafimy wiele, okazuje się, że to tylko mrzonki. Przyroda potrafi się odwdzięczyć za szacunek dla niej, potrafi się również zemścić za bezkarny gwałt na niej, na jej bogactwie i dobrach.

Ostrzeżenia płyną zewsząd. „Dziennik Gazeta Prawna” w dość dramatycznym tonie przywołuje fakty. Dotyczą w większości całego kraju, a Pojezierze Brodnickie nie jest tu żadnym wyjątkiem. „Śniegu zimą nie było, a wiosna jest i pozostanie na razie sucha – piszą w DGP Magdalena Cedro i Katarzyna Nocuń. –  Zgodnie z prognozą sezonową IMGW padać ma dopiero w maju, zdecydowanie za późno dla rolników. Według ekspertów susza spowoduje pożary w lasach i drożyznę w sklepach. Ceny mogą też podbić przymrozki, które przyszły po ciepłych dniach w lutym i marcu, kiedy ruszyła wegetacja roślin, wykiełkowały nasiona, a drzewka owocowe puściły pąki. – Mogły doprowadzić do poważnych uszkodzeń roślin i ostatecznie będą mieć wpływ na wielkość plonów – przestrzega Grzegorz Walijewski, rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Z kolei w „Tygodniku Powszechnym” Krzysztof Story opisuje jak to w zeszłym roku w kwietniu premier Mateusz Morawiecki modlił się o deszcz,  w maju modlił się, żeby przestało padać, a w czerwcu z powrotem o deszcz.

– Piękna pogoda, niebo błękitne, świeci słoneczko, deszcz nie pada, żadnej chmurki… Chodźcie, wyjdziemy na dwór, zjemy sobie śniadanko na tarasie, markizę się rozwinie – mówisz do męża i dzieci.

Mija tydzień i znów: chodźcie na taras, albo pod pergolę, siądziemy sobie, porozmawiamy, schronimy się przed słońcem, deszcz nie pada…

Po miesiącu, sytuacja podobna. Mąż tradycyjnie z wężem ogrodniczym podlewa kwiatki, warzywka, dzieciaki przebiegają przez strumień wodny.

Po dwóch miesiącach: ale upał, ładna pogoda, ale trochę deszczu by się przydało, bo trawnik wyrudział.

Po dziesięciu tygodniach: nie będziemy podlewać, bo nie ma czego, wszystko poschło.

Dopiero teraz, ten lichawy przydomowy ogródek rzucamy na mapę Polski i widzimy z przerażeniem, że już nie ma skrawka na zielono, wszystko jest na żółto, pomarańczowo i czerwono. Krańcowe kategorie. Brak opadów!

Kiedy wreszcie spadnie deszcz? – wrzeszczy sąsiad do sąsiada, spoglądają obaj na żółte i zrudziałe plamy na trawniku, które nie od sikania piesków powstały.

Możliwy taki obrazek – prawdziwy, bliski prawdy, prawdopodobny (niepotrzebne skreślić – przyp. wind).

 

Dopiero teraz tzw. eksperci od spraw klimatycznych – rozpoznać ich łatwo, czółko na dwa palce, wytrzeszcz oczu –  przyznają, że ekolodzy jednak mają rację, że ludzi od melioracji, wychowanych w dobrych szkołach, uczelniach, warto jednak posłuchać. I zacząć od zadania pytania: a gdzie są stawy, gdzie przepusty, zastawki, kanały i studnie, gdzie są torfowiska, bagna, poldery – inaczej mówiąc, gdzie powinna gromadzić się woda? No tak, ale ludzi mądrych wyrzucono, przeniesiono, poczekano aż umrą szybko (w kilku przypadkach tak się stało), więc kogo zapytać, skoro już ich nie ma? Tych gości z nadania, którzy gniazdko uwili wszędzie gdzie tylko można, których partia wysłała na odpowiedzialny odcinek? Ich mamy pytać?

– Ile wody magazynuje torf? Dobre pytanie. Torfowiska tworzą się przez tysiące lat – powiada Adam Ulbrych, ekolog i aktywista ochrony przyrody. – Zniszczyć je można w kilka sezonów. [Co bardzo znaczące] i do tego dopłacaliśmy. Do wielkiej, nikomu niepotrzebnej roboty. Opłacało się rolnikom orać torfowiska, by wjechać tam ciężkim sprzętem, ciągnikami (…) Ponieważ dopłaty , taką przyjęto zasadę, należą się tym, którzy ciężko pracują. Czyli od hektara uprawianej ziemi… – tak opisuje ekolog reporterowi „Tygodnika Powszechnego” niezwykłe zjawisko.

Rzeczywiście, niezwykłe.

 

Z badań ekologów wynika, że na obszarze sześciu województw ciepła, sucha i bezśnieżna zima, uniemożliwia odbudowę wilgoci – zachodniopomorskiego, pomorskiego, kujawsko-pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, łódzkiego i wielkopolskiego. Nieszczęście jest zlokalizowane. Bagatelizujący ten problem stwierdzą: to nas nie dotyczy, bo przez nasz teren na dzień dzisiejszy (tak powiedzą, bo innego języka oprócz urzędniczego nie znają) zagrożenia nie ma, środki jakimi dysponujemy (zauważmy, nigdy nie powiedzą, pieniądze tylko środki, a dla podkreślenia wątpliwej znajomości sprawy dodają: środki finansowe, nie pieniądze, dają gwarancję, że…). A właśnie, że dotyczy i nie ma znaczenia, że tu przepływa Drwęca, że mamy sto jezior na Pojezierzu Brodnickim i tysiące w woj. warmińsko-mazurskim. Stan wód to stan lasów. Jedno trzyma się drugiego, przekładając najprościej jak można. A zima jaka była? No jaka? Pokrywa śnieżna? To zjawisko z kategorii fantastycznych, przynajmniej w odniesieniu do tego co było miesiąc i kilka miesięcy temu. Zgadzamy się, że tak ma być?

 

Jak się ratować? To praca na pokolenia, nie ukrywajmy. Ale zacząć trzeba radykalnie. I to już. Po pierwsze edukacja. Tu seria pytań do hydrologów, meliorantów, klimatologów, ekologów czy też ludzi głębokiej wiedzy zatrudnionych w miejskich „Wodociągach”, przedsiębiorstwach komunalnych. Oto kilka z nich:

– Jakie są główne przyczyny występowania suszy w naszych warunkach klimatycznych?

– Czy i w jaki sposób działalność człowieka potęguje lub łagodzi intensywność suszy?

Czy skutki suszy zależą od fizyczno-geograficznych cech, czy podatności społeczeństwa i środowiska?

– W jakim stopniu sprzężone są procesy formowania się suszy jako zjawiska naturalnego i wywołanego działalnością człowieka? Czy można zidentyfikować i zmienić zwrot sprzężenia, aby złagodzić skutki suszy?

Jak w praktyce prowadzić analizy w poszukiwaniu odpowiedzi na zadane pytania?

 

Susza – to nie spokojna bezwietrzna pogoda, to możliwość powstawania zjawisk nieoczekiwanych, a jednak już pojawiających się w naszej rzeczywistości meteorologicznej. Huragany, tornada ścinające wielkie połacie lasów. Susza to pożary lasów. Susza to podwyżka cen żywności.

 

Ponieważ tekst ten piszę w czasie trudnym, wyjątkowym, który władza nie uważa za wyjątkowy, kilka słów refleksji, które podrzucił mi Czytelnik mądry, uczciwy, o sporych horyzontach humanistycznych i głębokiej wiedzy fachowej. Otóż, nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że cały świat i ten nasz mały światek zmieni się bardzo po koronawirusie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak bardzo przeorana zostanie nasza świadomość i jak bardzo zmienią się nasze postawy. Możliwe, że po przeżyciu kwarantanny, odosobnienia, różnego rodzaju innych uciążliwości (zakaz wychodzenia z domu, spotykania się, wielu innych) lub, co nie daj Boże, śmierci w rodzinie, po długotrwałym okresie życia w strachu – staniemy się bardziej twardzi, zdecydowani etc. Możliwe, że górę wezmą inne niż dotychczas priorytety.

Może znajdą się inni ludzie, nowi przywódcy. Marzy mi się (a co – za marzenia nie karzą) aby znaleźli się ludzie z gatunku Mądry i Prawy.

Tekst i fot. (wind)

 

susza 1

susza 2

 

Read More

18 mar WHO potwierdza brak zagrożenia dla systemów wodociągowych jako formy rozprzestrzeniania koronawirusa

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) potwierdza brak zagrożenia dla systemów wodociągowych jako formy rozprzestrzeniania koronawirusa.

 

Jak wynika z najnowszej publikacji Światowej Organizacji Zdrowia z dnia 2.03.2020 r. (Water, sanitation, hygiene and waste management for the COVID-19 virus. Technical brief. WHO 3 March 2020), wcześniej obowiązujące WHO dotyczące jakości wody przeznaczonej do spożycia i bezpieczeństwa systemów zaopatrzenia w wodę obejmują również sytuację związaną z wybuchem epidemii COVID-19. WHO uważa, że dodatkowe środki nie są potrzebne. W szczególności proces dezynfekcji wody zapewnia szybką inaktywację wirusa COVID-19. WHO informuje, że obecnie nie ma żadnych dowodów na przeżycie wirusa COVID-19 w wodzie pitnej.

Koronawirusy towarzyszą człowiekowi od wieków. Uważa się, że są odpowiedzialne za 10–20 % wszystkich przeziębień i tzw. „infekcji grypowych”. Jak wynika z dostępnej literatury naukowej, koronawirusy charakteryzują się niską odpornością na promieniowanie UV i środki dezynfekcyjne powszechnie stosowane w procesach technologicznych uzdatniania wody takie jak chlor, podchloryn sodu czy dwutlenek chloru.

 

Procesy uzdatniania wody stosowane w stacjach uzdatniania w Brodnicy składające się z filtracji powolnej i dezynfekcji podchlorynem sodu skutecznie eliminują tego typu wirusy.
Woda dostarczana mieszkańcom Brodnicy spełnia wszystkie wymagania jakościowe określone w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi oraz wymagania Dyrektywy Rady Unii Europejskiej dotyczącej jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi – jest w pełni bezpieczna dla zdrowia, a w szczególności nie zawiera żadnych patogennych mikroorganizmów.

 

Więcej w artykule (język angielski) (pdf)

Read More

26 lut No cóż, taki mamy klimat

23 lutego 2020 – data jest ważna. Przebiśniegi nie musiały się przebijać przez zwały śniegu. Po prostu wyszły na słońce. Że za wcześnie? Cóż, taki mamy klimat.

 

Jeżeli uda nam się zajrzeć do wyników badań współczesnych hydrologów, klimatologów, ekologów otworzą nam się oczy jeszcze szerzej. Prof. dr hab. Zbigniew Karaczun z Katedry Ochrony Środowiska i Dendrologii SGGW prezentował swoje obserwacje naukowe nie tak dawno, bo 3-4 grudnia 2019 roku w Warszawie, stawiając najważniejsze pytanie: czy woda w Polsce staje się na wagę złota?

Oczywiście, można takie pytanie zbyć uwagą, że u nas, na Pojezierzu Brodnickim, tego tematu nie ma. Otóż właśnie że nas obchodzi, ponieważ na problem należy spojrzeć nie tylko w kategoriach geograficznych, podziału administracyjnego kraju, w kategoriach gmin, powiatów, województw, ale w skali ogólnopolskiej, żeby nie powiedzieć europejskiej. Ponieważ tempo zmian klimatu przybrało niespotykane rozmiary. Nie spodziewali się tego zwykli mieszkańcy, ale też naukowcy.

Ciekawi nas i trochę dziwi, że luty mamy, a tu za oknem 15 stopni C na plusie, a spada tylko do 10. I już jest śmiesznie. Niestety, wzrost średniej temperatury oznacza ryzyko braku wody, ryzyko ekstremów pogodowych, ryzyko chorób. I już nie jest śmiesznie. I już nie warto nazywać Gretę Thunberg gówniarą, którą rodzice nie potrafili wychować. Nie warto papieża Franciszka zaliczać do grona nieszkodliwych staruszków w prastarych trzewikach,  którym zamarzyła się jazda tramwajami. Lekceważmy bowiem sygnały od mądrych ludzi.

Prof. dr hab. Zbigniew Karaczun mówi otwartym tekstem: zmiany już są w Polsce i publikuje mapę wydarzeń gdzie zagościły trąby powietrzne, trąby powietrzne o największej dotychczas sile. Stosunkowo niedawno, bo 15 sierpnia 2017 roku żywioł przeszedł przez powiaty starogardzki, kwidzyński, tucholski, a nieco wcześniej poważnie dały się we znaki Warkałom, Puszczy Piskiej, okolicom Grudziądza, Partęczynom oraz 23 miejscowościom Polski środkowej i wschodniej.

Nastąpiła zmiana rozkładu opadów – zmniejszyła się ilość wody wnikającej do gruntu, zaobserwowano większy spływ powierzchniowy, większe prawdopodobieństwo błyskawicznych powodzi, nastąpił wzrost opadów intensywnych i ograniczenie ilości opadów umiarkowanych.

W latach 1951 – 1981 susza występowała co 5 lat, w okresie 1982 – 2011 – już co 2 lata, tych susz było aż 18,  od  1982 do dziś mamy permanentne susze letnie z dwoma (!!!) letnimi okresami bez suszy. Spoglądając na wykres długości okresu z pokrywą śnieżną naukowiec ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego mówi jednoznacznie: będzie gorzej.

Ponieważ woda to dobro rzadkie prof. dr hab. Zbigniew Karaczun podaje receptę. Wodę należy zatrzymywać poprzez retencję wód powierzchniowych, wód gruntowych i podziemnych, retencję glebową, krajobrazową. Proponuje działać także w miastach radząc: rozszczelnienie powierzchni utwardzonych i zabetonowanych, zatrzymywać wodę opadową, utrzymanie i ochrona terenów zieleni. I przypomina, że na rzecz ochrony klimatu musimy redukować wielkość emisji gazów cieplarnianych.

To nie tylko rada i apel do mieszkańców tej ziemi, naszego skrawka na Pojezierzu Brodnickim, to przede wszystkim sygnał wysłany do polityków, szczególnie do tych, którzy zawsze – bo tak już mają –  wszystko wiedzą lepiej.

Tekst i fot. (wind)

 

01 klimat

Read More

17 gru Gdzie leży pies pogrzebany? Deszczówka, dar z nieba

Czy my, Polacy, mieszkańcy miast dużych i małych, wsi odległych i bliskich, potrafimy zmobilizować się w obliczu zagrożenia, niebezpieczeństwa? Nie jest to pytanie filozoficzne, ani z gatunku socjologicznego sondażu, nie ma w nim żadnej pułapki. Po prostu, wynika z oceny rzeczywistości.

Wydaje się, niektórzy są przekonani, że zagrożenia namacalne, takie na styk, kiedy na sztandarach wywieszamy słuszne hasła Bóg, Honor, Ojczyzna są oczywiste, nie wymagają żadnej argumentacji, wątpliwości nie istnieją. Wróg jest widoczny, nazwany, można się za niego zabrać – zniszczyć, dokopać, opluć, zamknąć w więzieniu, wysłać na księżyc…

Inaczej ma się sprawa z wrogiem wyobrażonym, którego obecność przeczuwamy intuicyjnie, którego nie można dotknąć, ale on już jest, którego nie można wyprowadzić za drzwi, wywieźć na bezludną wyspę. Otóż niebezpieczeństwo związane jest z klimatem, ten wróg już jest, już się rozgościł, widoczny jest z kilometra, wchodzi do nas różnymi kanałami, nie tylko informacyjnymi. Owego wroga czuć, widać, słychać.

Niektórzy naukowcy uważają – zdania w tej sprawie są podzielone – że źle się stało, iż ambasadorem ruchu obrony świata w jego globalnym wymiarze oraz w mikroskali wioski czy miasteczka, zostało dziecko, szwedzka działaczka ruchu ekologicznego, Greta Thunberg. Dziewczyna odważna, mądra, czuła, empatyczna. Podejrzewa się, że jest sterowana, manipulowana, bo skąd niby taka wiedza u niej, o świecie, klimacie zagrożeniach. Osobiście wierzę młodej Szwedce, natomiast śmieszy mnie prezydent wielkiego kraju, który powiada: wyluzuj, Greta, wyluzuj. Śmieszy tym bardziej, że facet zna – jak twierdzi zmarły niedawno pisarz amerykański Philip Roth – zaledwie 77 słów i to w języku kretyńskim. Ale to tylko dygresja.

Kwestia klimatu, złego klimatu, który wcześniej czy później pokazać nam może swoje wyjątkowe oblicze, to sprawa nie do śmiechu, nie do wyluzowania. Źle się również stało, że kilka lat temu dotarła do nas taka oto wiadomość, że niektóre wyniki badań laboratoryjnych, zajmujących się kwestią zmiany klimatu, były nierzetelne, uspokajające. Postawa uspokojenia pozostała wśród tych, którzy twierdzą: nie ma takiego czegoś jak zmiana klimatu. Niektórzy jeszcze dorzucają, że to lewacka tendencja egzystencjalna.

Problemem jest również i to, ze nikt obecnie, na 100 procent nie powie, nie jest w stanie przewidzieć, w jaką stronę to pójdzie. Czy czeka nas kilkadziesiąt lat zdziczałej suszy, czy czeka nas nowa epoka lodowcowa? Odpowiedzi nie ma. Co zatem możemy zrobić? Możemy to jeszcze za mało – musimy!

Fachowcy, zatroskani, twierdzą, że trzeba zatrzymać wodę! W miejscu gdzie ona spadnie, bo chyba już najwięksi sceptycy nie zaprzeczą, że w ostatnich latach zmienił się znacząco charakter opadów atmosferycznych, nie ma już deszczu, który pada delikatnie,ciurkiem przez cały dzień – należy do rzadkości. Natomiast mamy do czynienia z sytuacją, że po okresie wielotygodniowych przerw w opadach występują ulewy, powodzie miejskie, które powodują, że wody nie ma w gruncie!!! Jako to możliwe? Gwałtowne opady, to gwałtowne spływanie do rzeki, do morza.

Co moglibyśmy zrobić? Pojawiły się już rozmaite inicjatywy. W Bydgoszczy, przykładowo, jest realizowany od niedawna program: miasto jak gąbka. Administracja samorządowa angażuje znaczne środki na realizację tego przedsięwzięcia. Nie jest to doskonałe rozwiązanie, ale projekt będzie działać. Ale jest też inna droga, w której możemy znaleźć się wszyscy, mieszkający tu, w Brodnicy, nad Drwęcą. W domkach jednorodzinnych, w blokach, zarządzanych przez spółdzielnię, wspólnoty mieszkaniowe. Wszędzie tam, wykorzystując trawnik przed blokiem, albo kawałek działki, na którym stoi nasz dom, należy instalować urządzenia rozsączające wodę z dachu, żeby wody nie tracić, a gromadzić już w gruncie, żeby nie kierować jej do kanalizacji miejskiej, bo oddamy tę wodę za darmo do Drwęcy, Drwęcą do Wisły i zniknie w morzu.

Historia zna sytuacje, gdy upadały całe cywilizacje w wyniku suszy – choćby w Chile 2500 lat temu, we Francji stosunkowo niedawno, bo w XVIII w. To nie są żarty, wyluzować się nie da. Trzeba tylko stworzyć oddolną inicjatywę w oparciu o społeczeństwo obywatelskie, społeczne doradztwo, kampanie medialne. O tym trzeba trąbić nieustannie!

Co jeszcze, oprócz działań przydomowych, chroniących deszczówkę w gruncie? Jeśli uda się zaangażować samorząd, organizacje pozarządowe, kolejnym celem winno być tworzenie małej retencji na wszystkich możliwych ciekach wodnych. Brodnica pod tym względem, a zwłaszcza jej południowo-wschodnia część, jest w wyjątkowo korzystnej sytuacji. Mamy cieki, strugi, które można w rozsądny sposób zagospodarować. W wielu miejscach spiętrzyć, tworząc małe zbiorniki retencyjne. Myślę, że to jedno z ważniejszych aktualnie zadań dla samorządów lokalnych.

Jest tylko jedna, niestety, zasadnicza trudność – władza centralna nie lubi inicjatyw samorządowych, podejrzanie wygląda zaangażowanie obywatelskie.. A może się mylę?

Tekst i fot. (wind)

 

 

deszcz

Read More